Wycieczka do Gdańska była jak podróż w kosmos — tylko z mniejszą prędkością światła i większą szansą na jedzenie słodyczy po drodze ;)
Zaczęło się niewinnie: autokar, plecaki, entuzjazm i przekonanie, że wszyscy wiemy, gdzie jedziemy. Gdańsk przywitał nas bezdeszczowym, ale pochmurnym niebem, które zaraz miało być rozświetlone kosmicznymi gwiazdami i planetami.
Kiedy dotarliśmy do Hevelianum, poczuliśmy się, jakbyśmy trafili do kosmicznego centrum dowodzenia. Na warsztatach każdy dostał szansę, żeby zbudować swoją własną galaktykę. Były to projekty godne odkrywców!!! Konstrukcje powstawały w pocie czoła, a kreatywność odgrywała, tu główną rolę. W ruch poszły: kartony, kleje, nożyczki, papier, pisaki, naklejki, brokat i na końcu wyszedł istny kosmos!!!
Największą atrakcją była wystawa „Moja Gdańska Droga Mleczna”, na której dowiedzieliśmy się, że Gdańsk też ma swoją wersję kosmosu — pełną historii, nauki i odrobiny magii. Patrząc na modele planet, przez chwilę mieliśmy wrażenie, że jesteśmy na orbicie, choć jedyną siłą, która nas przyciągała, była grawitacja… i ciekawość.
Po zwiedzaniu ruszyliśmy z powrotem na Ziemię, czyli do autokaru. Zmęczeni, uśmiechnięci i odrobinę mądrzejsi — albo przynajmniej tak nam się wydaje. Jedno jest pewne: Gdańsk i Hevelianum to miejsca, gdzie nauka naprawdę kręci się jak planeta wokół Słońca.